środa, 8 sierpnia 2012

Mini wakacje po warszawsku

Pojechałam z moim ukochanym, a właściwie: zabrał mnie mój ukochany do Warszawy na niedzielny wypad "za miasto". Główny cel podróży: Muzeum Wojska Polskiego i czołgi, których, jak wszyscy już wiemy, jest wielkim pasjonatem : ) Powoli i ja zaczynam się ekscytować wszystkimi tymi militariami i fajnie jest. :)

Oczywiście na początek Dworzec Centralny nazwany podczas podróży Głównym... Ech, te krakowskie przyzwyczajenia ^^


Jakaś fontanna...

Nie mogło zabraknąć Pałacu Kultury i Nauki.


Byliśmy lekko zszokowani, gdy okazało się, że jest awaria i na 27 piętro dowiezie nas winda, a dalej schodki... Powinniście wiedzieć, że nie mieliśmy pojęcia, że trzeba by przejść tylko trzy piętra : )
Na szczęście winda okazała się być sprawna i w 20 sekund byliśmy na samej górze.









A teraz już zdjęcia z samego Muzeum Wojska Polskiego:










Miny zwalczające statki i łodzie podwodne.


Działa te ustawiano na lądzie i zestrzeliwały statki.


Są ogromne.

Tak jedno z nich wygląda od środka:


: )


I bardziej nastrojowo:

Czołg, któremu urwano gąsienicę i koła.


Dzięki temu można go było obejrzeć w środku.


Było naprawdę niewiele miejsca dla 4 osób, które musiały się w nim zmieścić.


Wyrzutnia z pociskami przeciwlotniczymi. Jest ogromna.


Ogromnie wytrzymała ściana montowana w okopach.


Pocisk, który pękł na pół w miejscu połączenia grubszej części z cieńszą. Po prostu nie wypalił jak trzeba.


Lufa, z której powstał "piękny" kwiatek. Wszystko przez to, że ładowniczy włożył pocisk z piaskiem lub kamyczkiem.



Kasia pod koniec zmęczona kucała, kiedy tylko mogła i uśmiechała się, gdy ukochany zdjęcie robił.


Odwiedziliśmy ten samolot.


Ogrom wskaźników powalił nas na kolana.



W środku muzeum znaleźliśmy szachy zrobione przez więźniów obozów koncentracyjnych. Trzeba Wam wiedzieć, że mieszą się spokojnie na dwóch małych dłoniach.
Perfekcyjna i misterna robota.


Nabój artyleryjski. Miał w sobie małe pociski, które po uderzeniu naboju wylatywały z niego na 100metrów.


Z Andersem.


I w kwiatkach.


Byliśmy jeszcze w muzeum techniki, ale nie ma stamtąd bardzo ciekawych zdjęć. Byliśmy bardzo zmęczeni, ale nie chcieliśmy marnować czasy pozostałego do pociągu. Spotkaliśmy cudownego pana przewodnika.
Potem się pięknie rozpadało. :)

Wyjazd zaliczam do bardzo udanych : )
Dziękuję!!

10 komentarzy:

  1. Warszawa robi się popularna, ja też, z rodzina tydzień temu tam bawiłam się na Red Hotach...

    OdpowiedzUsuń
  2. o rany ! Czego to miłość nie robi z człowieka? Ja wiem, że różne rzeczy mogą się podbać, ale żeby czołgi i armaty? Matko Panie....Na szczęście wyjazd udany więc gratuluję serdecznie. Do zobka w sobotę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też byłam w tych miejscach :)
    Piękne zdjęcia, a te twoje jeszcze śliczniejsze :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Super wycieczka,fajne zdjęcia,pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fascynujące są takie miejsca... Naprawdę...
    Bardzo lubię takie coś :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio doszłam do wniosku, że wspólne pasje umacniają związek. Na dobrej drodze jesteście :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawy wypad. Mój syn też lubi wszystko co wojskowe.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bingo! Tak mi sie wydawało, ze tak promiennie uśmiechać się może tylko zakochana kobieta do swojego ukochanego!!!Piękna Kasiu jestes!!! Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdjęcia są super. To musiała być bombowa wycieczka. Jak zawsze świetnie wyszłaś na zdjęciach.

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajny wypad za "miasto" :) Ja też lubię zwiedzać, fascynacji militariami nie rozumiem, ale wiele osób nie rozumie mojej fascynacji robótkami więc jesteśmy kwita - każdy ma swojego bzika :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za napisanie tego komentarza. : )
Użytkowników anonimowych zapraszam do pisania e-maili: kasiulkowe@gmail.com

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...