wtorek, 4 czerwca 2013

Codzienny rytuał

Na początek wieści z uczelnianego placu boju: z 5 osób do kolejnego etapu kształcenia zakwalifikowała się jedna osoba i nie jestem nią ja. Moja przeciągana zimowa sesja zakończyła się fiaskiem i będę musiała powtórzyć (jakże uroczy) Rachunek prawdopodobieństwa II w następnym semestrze, co opóźni o rok zdawanie mojego egzaminu licencjackiego.

Już kombinuję, co zrobię z wolnym czasem :D Prawdopodobnie... fuj! Co za brzydkie słowo! Możliwe, że pójdę do pracy albo wezmę się tak bardzo za szydełkowanie, że codziennie będziecie widzieli nowe prace na tym blogu :)

Koniec narzekania, czas na opowiedzenie o

CODZIENNYM RYTUALE

bo tego dotyczy dzisiejszy temat wyzwania fotograficznego u Uli :)


Pewnie zdjęcie jest mało oryginalne, ale za swój mini rytuał uznałam codzienne otwieranie laptopa :) Nie da się ukryć, że jestem uzależniona od niego, od kontaktu z Wami i całym kreatywnym blogowym światem.

Czasami się zdarza (np. gdy pojadę do domu), że są problemy z internetem i wtedy moja pierwsza myśl kieruje się w stronę bloga: czy tam wszystko będzie na czas? Ewidentnie czuję obowiązek publikowania postów, żeby Was nie zawieźć.

Tobie też jest się ciężko obejść bez komputera?


14 komentarzy:

  1. No jestem uzależniona chociaż może nie, aż tak bardzo jak Ty :)Staram się codziennie zajrzeć na pocztę i blogi oczywiście. Szkoda,że nie udało się zdać egzaminu :( Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Na moich studiach "Rachunek prawdopodobieństwa" krył się pod nazwą przedmiotu: "Teoria niezawodności systemów". Nie cierpiałam tych wszystkich permutacji, koniugacji i innych prawdopodobieństw zepsucia się jakiegoś urządzenia. Teraz też bardziej "gdybię" i zdaję się na szacowanie i intuicję niż obliczam jakieś prawdopodobieństwo. Podobno najlepsze w tym przedmiocie są wróżki:)

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak... samo życie... ja na studiach powtarzałam przedmiot, który nazywał się "cybernetyka informatyczna", jakoś poszło, ale do dziś dzień nie wiem o co chodziło :):):) i wcale nie jest mi z tym źle!
    A co do codziennego otwierania laptopa, to u mnie raczej jest rzadkością - unikam komputera jak ognia i najchętniej, to bym w ogóle go nie otwierała :) raz na kilka dni sprawdzam co tam słychać na mojej poczcie i nadrabiam zaległości blogowe. Jak tak dłużej się nad tym zastanawiam, to w gruncie rzeczy komputer otwieram tylko, żeby popatrzeć co ciekawego słychać na ulubionych blogach i ewentualnie żeby poszukać jakiegoś wzoru - reszta rzeczy jest przy okazji :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, ze jestem uzależniona od netu, ale kilka razy miałam awarię z kompem i ...czułam się świetnie, że do niego nie zaglądam. Paradoks, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  5. HP jest świetny.. najprawdopodobniej miałam ten sam model, niestety przegrzał się ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och! Mój ma to samo... Cały czas działa w nim wiatrak, więc jest głośny, a do tego podstawka chłodząca i czasami nie dają sobie rady z ciepłem. Muszę o niego zadbać :)

      Usuń
  6. Tak..na odwyk pora iść....

    OdpowiedzUsuń
  7. ok też jestem uzależniona, bo zaglądam koniecznie, ale...kurcze szkoda z tą sesją. Może jednak da się połączyć przyjemne z pożytecznym i zarabiać dzierganiem- wtedy pewnie rok szybko zleci:) buziaki

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedyś myślałam, że ten problem mnie nie dotyczy, ale odkąd przeglądam swoje ulubione blogi, przyznaję: jestem uzależniona. Z jednej strony nie jest to czas stracony, bo dużo nowego dowiaduję się o moim hobby, z drugiej zaś ten czas spożytkowałabym na szydełkowanie i drutowanie, a tak robótki leżą odłogiem i czekają na ponowne zainteresowanie się nimi. A przecież jest jeszcze tyle spraw nie związanych z robótkowaniem i na to też muszę mieć czas, tylko skąd wziąć dodatkowe godziny? Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Potrafię 2 dni nie zajrzeć jak kompletnie nie mam czasu, ale generalnie kocham grzebać po blogach i szukać inspiracji. Tyle osób roi takie cudowne rzeczy!

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie , zdecydowanie nie mam tak jak Ty :) Uwielbiam "bieganie " po blogach , zaglądanie , czytanie . To miłe i bardzo inspirujące zajęcie , ale nie odczuwam (już) konieczności zaglądania w to "okno na Świat". Kiedyś (jakieś dwa lata z haczykiem temu) tak właśnie było. Dzień rozpoczynałam od włączenia komputera. Dosłownie :)
    Pierwsza rzecz jaką robiłam po przebudzeniu to włączenie komputera, o zgrozo. Dzisiaj jest zdecydowanie inaczej (czytaj - lepiej). Dzisiaj nie odczuwam już tej "upierdliwej" konieczności zajrzenia , sprawdzenia , napisania itp. Jestem tylko wtedy kiedy na prawdę mam ochotę i czas.A nie będąc online nie odczuwam niedosytu :) zapominam o istnieniu komputera , sieci i ...Jest mi z tym dobrze. Osiągnięcie takiego stanu zajęło mi ponad dwa lata :)

    PeeS
    Czekam na szydełkowe efekty nadmiaru wolnego czasu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czasami uwielbiam odpocząć sobie od komputera :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja ogólnie też jestem uzależniona, ale zdaję sobie sprawę że jest to bardzo niebezpieczne i czasami staram sobie robić przerwę.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za napisanie tego komentarza. : )
Użytkowników anonimowych zapraszam do pisania e-maili: kasiulkowe@gmail.com

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...