wtorek, 23 lipca 2013

Weekend z ukochanym w rodzinnych stronach

Nie wiem, czy pamiętacie, ale pod koniec maja (weekend z Bożym Ciałem) wybrałam się wraz z chłopakiem do mojego rodzinnego domu w Kosobudach pod Zamościem (może bardziej pod Zwierzyńcem… :) Pamiętacie te deszczowe dni? Nam się udało skorzystać z dobrej pogody, bo w Krakowie cały czas padało, a na wschodzie było prawie idealnie. Spędziliśmy tam tak cudowne chwile, że zupełnie nie chciało nam się wracać do Krakowa. Opowiem Wam dzisiaj jak to było, a przy okazji sama sobie powspominam.

Uwaga! Będzie duuuużo zdjęć!


Wyruszyliśmy z Krakowa w czwartek około 5:30 rano, aby skorzystać z pustych ulic. Jechało się świetnie, no może poza kilkoma wpadkami nieaktualnej mapy w nawigacji. Na szczęście ogarniałam mniej więcej trasę przy pomocy poczciwego atlasu samochodowego, który wiedział, że do Tarnowa prowadzi autostrada. Dotarliśmy po blisko 4 godzinach (a nie sześciu jak to się dzieje przy jeździe busem), zaskakując rodzinkę, która została perfidnie oszukana, że wyjechaliśmy po 7:00. Reszta tego dnia upłynęła nam na słodkim leniuchowaniu. W końcu o to chodzi w wakacjach (nawet jeśli są w maju i trwają kilka dni, ale ważne, że mój ukochany mógł odpocząć).

Następnego dnia wybraliśmy się do Zamościa razem z moim bratem i jego narzeczoną w celu zwiedzania, oczywiście :)


Żeby mieć siłę, rozpoczęliśmy od pizzy. Sporo czasu na nie czekaliśmy, więc powstały jakieś "głupawe" zdjęcia. Pokażę Wam jedno z normalniejszych i tylko moje, żeby nie było wielkich awantur :)


Nasz pizza miała 10 składników!!! Chyba nie potrafię ich wszystkich wymienić... Ważne, że była pyszna. Znacie pizzerię, w której można jeść kurki?


Druga pizza była już uboższa w składniki, ale sądzę, że była równie pyszna :)


Dalej była 7-tonowa kotwica, która została przetransportowana do nas ze Szczecina. Należała kiedyś do statku imieniem "Ziemia Zamojska". Pewien przechodzień był zdziwiony dlaczego coś takiego mamy u siebie skoro Zamość nie ma nic wspólnego z żeglugą (gdybym się nie odzywała to znaczy, że zostałam zabita za udostępnienie tego zdjęcia z chłopakiem mym :)


Dalej mały spacerek po starówce. Oczywiście w moich pamiątkach nie mogło zabraknąć zdjęć ratusza oraz kamieniczek.


Kamieniczki raczej od tej mniej znanej strony...




Do nowych zamojskich atrakcji należy fontanna (w nocy wygląda ładniej) oraz kula. Nie za bardzo wiedzieliśmy po co ona tam jest, więc mnie na nią wepchnęli i kazali pozować. Miałam wrażenie, że jak tylko się poruszę, to zjadę po niej jak po zjeżdżalni… Była strasznie śliska.



Na koniec zwiedzania zrobiliśmy kilka zdjęć także w odnowionej części Zamościa. Sporo czasu zajęło im wykopywanie ruin, wycinanie niepotrzebnych (!) drzew i robienie wszystkiego, aby dało się zwiedzać to i owo.


Zwróćcie uwagę na te cudowne ścieżki pokryte piaskiem czy jakimś żwirkiem i odgrodzone od trawy krawężnikami. Po porządnym deszczu stają się rzekami :) Sądzę, że nie taki był zamysł twórców...








Czas na wspólne zdjęcie:


W Zamościu zostały ustawione (prawdopodobnie) informatory turystyczne. Już/jeszcze nie działają. :)


W sumie to nie wiem, gdzie dokładnie zostało zrobione poniższe zdjęcie, ale mi się podoba! Dzięki kochanie :) Jak widać torebka jest przeze mnie ciągle eksploatowana.


Wróciliśmy do domku robiąc zakupy na wieczornego grilla. Mniami ^^


Wolny czas spędzaliśmy na graniu w Biznes. Jest tyle odmian tej gry, że chyba każdy wie, o co chodzi i jak bardzo potrafi ona wciągnąć. (Gdzieś mi umknęło normalne zdjęcie z tej atrakcji.)

W sobotę już niestety była gorsza pogoda. Zaczęło lekko padać, ale nie na tyle mocno, żebyśmy zrezygnowali z zaplanowanych atrakcji. Na początek kajaki z Obroczy do zalewu Rudka.


Potem podjechaliśmy do Guciowa, żeby się przejechać SKOT-em. Grzecznie panu zapłaciliśmy, ale pojazd pancerny się z buntował i zapalić nie chciał.



Wróciliśmy zniesmaczeni. Przynajmniej mamy zdjęcia w czapkach (tutaj z bratem) :D


Kolejnego późnego ranka wyjechaliśmy do Krakowa. To był zły pomysł. Trzeba było poczekać do wieczora, nacieszyć się domem i pobytem w Kosobudach, a nie smucić w krakowskich mieszkaniach, że się skończyła taka piękna przygoda.


Aha... W drodze powrotnej popsuł nam się samochód. Na szczęście udało się go szybko naprawić i ruszyliśmy dalej.

Powinnam jeszcze wstawić zdjęcie taty i mamy, bez których ten weekend nie byłby taki niezapomniany.
Fido (piesek mały, wredny) także przyczynił się do urozmaicenia nam czasu.


Poniżej z jedną ze swoich ulubionych zabawek. Tym razem jest trochę brudny. Pewnie tego dnia padało...


Dziękuję wszystkim, którzy się przyczynili do tego cudownego weekendu!

17 komentarzy:

  1. A ja będę tam na wczasach. Czeka mnie kawał drogi. A są komary?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Jak fajnie, że tutaj będziesz :)
      Komary niestety są. Szczególnie w lasach.

      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Mam dość swoich, lokalnych komarów. Nigdy nie byłam w tych terenach. Większość atrakcji zwiedzimy na rowerach ( jeśli pogoda dopisze). Dziękuję Kasiu za odpowiedź.

      Usuń
  2. O Kasia....pod moim oknem byłaś i nie wstąpiłaś! Nie ładnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups... Obawiam się, że nie byłam świadoma bycia pod Twoim oknem...

      Usuń
    2. Dlatego wspaniałomyślnie Ci wybaczam, ale żeby mi to było przedostatni raz;)

      Usuń
  3. Super zdjęcia i widoki, lubię takie zdjęcia są bardzo ciekawe i można cos pozwiedzac,Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna fotorelacja:) Weekend na pewno udany:)
    A ja cały czas podziwiam Twoje piękne, dłuuuuugie włosy:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. o rany! Ten Zamość wygląda ślicznie i tylko pytanie- czemu mnie tam jeszcze nie było? Już wiem, wrzuciłam w mapy i pokazało, że mam 442 km- oj troszkę daleko na krótki wypad:(Myślę jednak, że warto się zastanowić nad zaplanowaniem wycieczki w te strony:) buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie, koniecznie Zamość jest naprawdę pięknym miastem...i ma super fotogeniczne okolice;)

      Usuń
  6. Dziękuję Ci za mnóstwo zdjęć, bo wiesz już, że ja kocham Zamość miłością bezgraniczną i bezwarunkową:) Pozdrawiam i mam nadzieję Ciebie spotkać u Beaty.

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Zamość a te ruiny to dawny system fortyfikacji miejskich w tym po austriackie forty :) Fajne zdjęcia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O fortyfikacjach wiem, ale o austriackich fortach czytam po raz pierwszy chyba :)

      Usuń
  8. Zamość jak zwykle cudna ...tez kocham to miejsce .. a wiedziałaś że z armat można poszczelać ? i byliście w mojej ulubionej knajpce :-) a tam zaraz są cudne lody :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że wiem, że z armat się strzela. Ostatnim razem mój ukochany strzelał z muszkietu :) Był zawiedziony, że nie pozwolono mu go samemu nabić.
      O których lodach piszesz?

      Usuń
  9. Do Zamościa mam w planach zawitać - niewykluczone, że jeszcze tego lata :)

    OdpowiedzUsuń
  10. W tych okolicach byłam raz w zyciu ale bardzo mi się podobało - tam jest prawdziwa Polska i jeśli chodzi o ludzi , mentalność oraz jeżeli chodzi o architekturę - mam nadzieję, że tam kiedyś wrócę i wtedy zrobię sobie zdjęcie koło szczecińskiej kotwicy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za napisanie tego komentarza. : )
Użytkowników anonimowych zapraszam do pisania e-maili: kasiulkowe@gmail.com

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...